Zastanawialiście się kiedyś jak to jest mieć wszystko i być szczęśliwym, ale jednak nie do końca. Jak to jest, że wciąż za czymś gonimy i nie potrafimy cieszyć się tym, co mamy? Dlaczego skupiamy się na tym, czego wciąż nie mamy? Tak właśnie jest czasami ze mną. Wciąż skupiam się na nowej rzeczy, którą mogę mieć, albo miejscu, które mogę odwiedzić zapominając o tym co mam tu i teraz. Ostatnio kiedy zaczęłam się nad tym zastanawiać, coraz cześciej znajduję chwilę, by się zatrzymać i zastanowić nad tym, że trzeba pochwalić dzieci za to, że ładnie zjadły obiad, że grzecznie się bawili, że może warto powiedzieć mężowi "dobrze, że jesteś". Nie doceniamy tego co mamy, ale czas to zmienić. Cieszmy się każdym dniem, piękną pogodą, uśmiechem sąsiada. Często ludzie są dla nas nieżyczliwi, że nie widzimy, gdy ktoś robi coś specjalnie dla nas. Znam pewnego pana, który jest sprzedawcą w kiosku z gazetami, który czasem odwiedzam i wysyłam od niego lotka. Jest to człowiek, który nigdy się nie uśmiecha i któregoś dnia koleżanka, którą spotkałam przypadkowo w tymże kiosku powiedziała do mnie "ale z niego gbur" i rzeczywiście tak sobie można o nim pomyśleć, ale ja pomyślałam wtedy, że jest to człowiek bardzo nieszczęśliwy i za każdym razem, gdy u niego jestem życzę mu miłego dnia dziękując za gazety i on się nigdy do mnie nie uśmiechnął, ale wierzę, że któregoś dnia to się zmieni.
Z drugiej strony biegałam wczoraj po aptekach, bo nikt nie chciał zrobić maści mojemu dziecku na już. Zadzwoniłam więc do lekarki z pytaniem, czy to mogą być krople (bo są gotowe i nie trzeba czekać na zrobienie). Powiedziała, że można, ale wtedy zaczął się kłopot, bo na recepcie jest maść, a nie krople, ale w aptece, w której dość często kupuję leki panie powiedziały, że sprzedadzą mi te krople, bo wierzą, że nie chcę zrobić swojemu dziecku krzywdy. Byłam taka zmęczona tymi aptekami, a ona była taka miła i pomocna. Są więc mili i chcący nam pomóc ludzie, tylko musimy chcieć ich zauważyć. A może my zróbmy coś dla innych i wyjdźmy jutro z domu z uśmiechem? Dobro powraca! Życzę Wam więc uśmiechu na twarzach ludzi, których spotykacie, ale także na Waszych buźkach:)
Jestem wesołą mamą dwóch przystojniaków-łobuziaków i żoną pracoholika, a także właścicielką małego domku z ogródkiem, w którym rosną (a jakże) krzaczki lawendy, której zapach i kolor uwielbiam! Kocham też czekoladę w każdej postaci:)
Łączna liczba wyświetleń
czwartek, 7 kwietnia 2011
DOLCE VITA!
Zastanawialiście się kiedyś co to jest Dolce Vita i co ona dla Was oznacza? Dolce Vita - słodkie życie kojarzy mi się z wieloma rzeczami, ale przede wszystkim z Włochami (krajem - nie z mężczyznami), słonecznikami, lodami, spokojem, zgodą, słońcem (duuużo słońca), wodą (jakąkolwiek morze, staw, czy nawet fontanna), winem, pysznym jedzeniem, spożywanym na świeżym powietrzu, spacerem po plaży, letnią pastelową sukienką i opaską we włosach, ale co dziwne także z Fellinim. Dziwne, bo nie widziałam ani jednego filmu tego twórcy. Te wszystkie rzeczy z którymi kojarzy się Dolce Vita można chyba zamknąć w jedną klamrę i określić jednym słowem - wakacje. Tego mi właśnie potrzeba. Jestem zmęczona pochmurnym niebem, codziennymi obowiązkami, tą nerwówką i bieganiną i potrzebuję wakacji. Nie mogę się już doczekać naszego rodzinnego wyjazdu nad morze na święta, ale myślę też sobie, że baaardzo chciałabym pojechać do Włoch. Może na rocznicę ślubu (w czerwcu) zaproponuję mężowi krótki, romantyczny wyjazd we dwoje do Rzymu, czy Wenecji. Ależ byłoby pięknie spacerować po Wiecznym Mieście, albo odwiedzić Stolicę Miłości. On tam nigdy nie był więc może, może... oczywiście wszystko zależy od jego pracy i stanu portfela... Ale co tam może się uda. Trzeba wierzyć, że nam się uda, to na pewno tak się właśnie stanie.
Póki co, jadę jutro z moim starszym dzieciątkiem do okulisty, do Wrocławia, a późnym wieczorem siostra zabiera nas (dziecko i mnie) na weekend w Krakowie, wiec będzie cudnie. Może właśnie tam, w ten weekend poczuję odrobiny magii Dolce Vita? Miłego weekendu moi drodzy!
Póki co, jadę jutro z moim starszym dzieciątkiem do okulisty, do Wrocławia, a późnym wieczorem siostra zabiera nas (dziecko i mnie) na weekend w Krakowie, wiec będzie cudnie. Może właśnie tam, w ten weekend poczuję odrobiny magii Dolce Vita? Miłego weekendu moi drodzy!
środa, 6 kwietnia 2011
Nadeszła wiosna! Niedługo Wielkanoc!
Każdy już zauważył, że słonko coraz cieplej przygrzewa, wczoraj jechałam z otwartym oknem w aucie, a gdy otwieramy okno w domu, słyszymy ptaki śpiewające w lesie. Czy może być coś piękniejszego, niż wiosna? Krokusy w trawniku są takie żółciutkie, że aż biją po oczach, trawa (po wertykulacji i napowietrzeniu) też już zaczyna się zielenić. W centrum widziałam już nawet żonkile, ale u nas jest sporo cienia i wszystko jest nieco opóźnione. W sobotę posadziłam bratki do moich nowych, pięknych skrzynek, które stoją na parapetach i już się pięknie zagęszczają i pięknieją. Przed domem zawieszony został zając wielkanocny, a do skrzynek wbite ozdoby na patyczkach. Na ganku stoi wazon z gałązkami uciętymi w lesie, a na nich powieszone są już zielone pisanki. Wiosenne porządki w domku zostały zakończone (z wyjątkiem prania kanapy, to wciąż przede mną) i wszystkie dekoracje są już w domu zainstalowane, więc jest pięknie. Aż się czuje zapach świąt. Pięknie!
Na święta wyjeżdżamy nad morze. To już pewne, bo wczoraj wszystko zarezerwowałam. Nigdy nie wyjeżdżaliśmy na święta, a w tym roku postanowiliśmy odpocząć do siedzenia przy stole i śmigusa-dyngusa zrobić dzieciom na basenie i niech pryskają do woli, ależ będą szczęśliwi! Pospacerujemy po plaży, chłopaki będą malować pisanki i nie będę miała stresu, że zafajdają dywan. Zawsze, jak sobie pomyślę o sprzątaniu po ich zabawie farbami, to wolę im zaproponować inną zabawę, bo szlag mnie trafia na myśl o wycieraniu kolorowych plam ze stołu, podłogi, ścian i ich buziek. Mój mąż mówi, że mam dupościsk i pewnie ma rację, bo jestem niestety straszny nerwus:( Ale pracuję nad tym:) Chłopcy baaardzo się cieszą na ten wyjazd i już się zastanawiają co ze sobą zabrać. Tak więc spędzimy (mam nadzieję) miłe i spokojne święta w naszym wąskim gronie i mam nadzieję, że nie będziemy się mocno kłócić z okazji tego wyjazdu, taki mam przynajmniej plan: będę miła, spokojna i nie dam się sprowokować dzieciom, ani mężusiowi, o nie! Wszystko sama zorganizuję, zapakuję wszystkie klunkry na wyjazd i nie będę się stresować, bo to będzie piękny wyjazd, oby rzeczywiście tak było...
Na święta wyjeżdżamy nad morze. To już pewne, bo wczoraj wszystko zarezerwowałam. Nigdy nie wyjeżdżaliśmy na święta, a w tym roku postanowiliśmy odpocząć do siedzenia przy stole i śmigusa-dyngusa zrobić dzieciom na basenie i niech pryskają do woli, ależ będą szczęśliwi! Pospacerujemy po plaży, chłopaki będą malować pisanki i nie będę miała stresu, że zafajdają dywan. Zawsze, jak sobie pomyślę o sprzątaniu po ich zabawie farbami, to wolę im zaproponować inną zabawę, bo szlag mnie trafia na myśl o wycieraniu kolorowych plam ze stołu, podłogi, ścian i ich buziek. Mój mąż mówi, że mam dupościsk i pewnie ma rację, bo jestem niestety straszny nerwus:( Ale pracuję nad tym:) Chłopcy baaardzo się cieszą na ten wyjazd i już się zastanawiają co ze sobą zabrać. Tak więc spędzimy (mam nadzieję) miłe i spokojne święta w naszym wąskim gronie i mam nadzieję, że nie będziemy się mocno kłócić z okazji tego wyjazdu, taki mam przynajmniej plan: będę miła, spokojna i nie dam się sprowokować dzieciom, ani mężusiowi, o nie! Wszystko sama zorganizuję, zapakuję wszystkie klunkry na wyjazd i nie będę się stresować, bo to będzie piękny wyjazd, oby rzeczywiście tak było...
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)